Unknown's POV
Jeśli nie myślisz szybko i nie jesteś wiarygodny, możesz przypadkiem
skończyć wyjawiając światu wszystkie swoje sekrety.
Justin’s POV
Powoli podniosłem głowę,
zwracając wzrok z powrotem na pana Johnsona, po czym powiedziałem lekceważąco:
- Oh, byłem w 7-Eleven i kupiłem
wiśniowe slurpee*, i przypadkiem wylałem trochę na siebie. Nic wielkiego.
Złapałem za brzeg mojej koszulki
i ściągnąłem ją przez głowę. Kątem oka zobaczyłem gapiącą się na mnie Ashley. –
Widzicie? Widzicie, co mam na myśli? On robi to specjalnie. – Usłyszałem jej
jęk.
- Dziewczynki, mogłybyście iść na
górę? Chciałbym porozmawiać z Justinem… Trochę lepiej go poznać. – Powiedział
mężczyzna, zerkając na Cassidy i Ashley. Obie wywróciły oczami i odwróciły się
w stronę schodów.
Szybko złapałem Cassidy za ramię,
sprawiając, że na mnie spojrzała i wcisnąłem jej do ręki moją ubrudzoną
„slurpee” koszulkę. – Wrzuciłabyś to do kosza na pranie i przyniosła mi nową
koszulkę?
Na jej twarz powrócił uśmiech. –
Jasne. – Jej palce owinęły się wokół tkaniny, na chwilę delikatnie dotykając
moich, a ona wdzięcznie pobiegła na górę.
Odwróciłem się z powrotem do
Franka i usiadłem na krześle naprzeciwko kanapy. – Więc, Justin, opowiedz mi
coś o sobie. – Zawahałem się na ułamek sekundy, nie wiedząc, co powiedzieć.
Powinienem powiedzieć mu prawdę? Że Mary zaprosiła mnie do siebie, bo była moim
prawnikiem i potrzebowałem pomocy? Czy powinienem skłamać i powiedzieć, że
jestem chłopakiem Ashley? Albo przyjacielem Cassidy? Wzdrygnąłem się na myśl o
byciu chłopakiem Ashley. Boże, nie, nigdy.
Sprawiaj wrażenie niewinnego,
powiedz mu o szpitalu, ale pamiętaj: niewinny.
- Parę lat temu miałem
traumatyczne doświadczenie. Zdiagnozowano u mnie schizofrenię i depresję, a
moja mama poddała się, kiedy załamałem się zupełnie w środku nocy, słysząc
jakieś głosy krzyczące na mnie. Później zostałem przydzielony do szpitala
psychiatrycznego na Brook Street i spędziłem tam jakieś… powiedziałbym… trzy
lata?
Mężczyzna skinął głową. – A Mary
była twoim prawnikiem, tak?
Uśmiechnąłem się. – Tak jest,
pańska żona uratowała mi tyłek. Oczywiście bycie oskarżonym o bycie masowym
mordercą w wieku 20 lat to coś… zupełnie absurdalnego. Niezbyt przyjazny ten
świat.
Frank zachichotał cicho. –
Przyzwyczaisz się. Nadal masz jakiś problem z tymi zaburzeniami?
Tylko z depresją. Powiedz mu, że
jesteś nieszczęśliwy.
- Tak, sir. Wszystko, czego pragnę,
to być normalnym, ale żaden szpital psychiatryczny ani leki nie naprawią tego,
co jest już zepsute… Nawet jeśli nie będę już w kawałkach, nadal pozostanę... rozbity.
Przetarł twarz dłońmi, następnie
opuszczając je na kolana. – Wiesz, po prostu nie mogę uwierzyć, że Ashley tak
źle o tobie myśli. Taki miły chłopak… Wybacz, miałem na myśli mężczyzna. Kiedy
skończyłeś 20 lat?
- Trochę ponad miesiąc temu –
odpowiedziałem po chwili zastanowienia. – Ale proszę mi wierzyć… Pańska córka
Ashley naprawdę potrafi być wrzodem na tyłku.
Zaśmiał się. – Cóż, w obecnych
czasach większość kobiet tak ma. Ashley nadal musi trochę dorosnąć. Można by
pomyśleć, że za parę miesięcy skończy 14, a nie 20 lat.
Nasz śmiech wypełnił pokój, zanim
nie przerwał go dźwięk otwieranych drzwi, w których po chwili pojawiła się
Mary. Na widok męża miejsce jej zmęczonego pracą wyrazu twarzy zajął radosny
uśmiech od ucha do ucha.
- Frank! Tak bardzo za tobą
tęskniłam. – Rozłożyła ramiona, a Frank podbiegł do niej, podnosząc ją i
okręcając kilka razy wokół siebie, dając jej parę całusów.
Moją głowę wypełniły wspomnienia
moich zakochanych rodziców i poczułem przez chwilę, jakbym powrócił do
przeszłości. Jakbym siedział na dywanie w salonie, bawiąc się moimi zabawkami,
a kątem oka widział moją mamę, trzymającą mojego tatę za rękę. Oboje patrzyli
na mnie zachwyceni, jakby byli ze mnie bardzo dumni. Podekscytowani tym, że
mogą obserwować, jak dorastam. Ale mój tata umarł, a moja mama mnie porzuciła.
Powracając do rzeczywistości, spojrzałem przez pokój na swoje odbicie w
lustrze, i zobaczyłem coś, z czego nie byłem dumny.
Zobaczyłem młodego mężczyznę,
patrzącego na mnie w sposób, jakby chciał mnie zabić. I była to prawda, chciałem tego.
Moje ramiona, na których pełno było tatuaży, tak podobne do ramion mojego taty,
moje oczy koloru czekoladowego brązu, odziedziczone po nim, a także moje pełne,
pulchne usta odziedziczone po mamie. Zwykle kiedy spojrzę na siebie w lustrze,
pragnę już nigdy więcej tego nie zrobić. Wyglądało to tak, jakby jedyną rzeczą,
w której jestem dobry, było zabijanie i sprawianie, że ludzie cierpią.
--------------------------------------------
Później tamtego wieczoru Mary i
Frank wyszli zjeść kolację na mieście, żeby jakoś uczcić powrót Franka do domu.
Myślenie o tym wszystkim cholernie mnie przybiło, więc siedziałem cicho w
salonie, nie jedząc, i oglądałem w telewizji „Noc oczyszczenia”. Moje
rozmyślania przerwał dźwięk kroków kogoś schodzącego po schodach. Cassidy
usiadła obok mnie, posyłając mi ciepły uśmiech.
- Wszystko w porządku, Justin?
Nie zjadłeś z nami kolacji. – Chociaż raz kogoś to obchodziło. Skinąłem powoli
głową, mamrocząc:
- Nie byłem głodny.
Cassidy skrzyżowała nogi,
odwracając się w moją stronę. – Jak minął ci dzień?
- Nie łapię tego, Cassidy, jakim
cudem zawsze jesteś taką optymistką? Zawsze jesteś taka radosna. – Ja z moim
depresyjnym nastawieniem wiecznie narzekałem.
Dziewczyna wzruszyła ramionami. –
Czasami wcale nie jestem radosna, jest mi smutno, ale staram się po prostu
patrzeć na pozytywną stronę sytuacji. Znaleźć coś, co sprawia, że jestem
szczęśliwa. A co czyni ciebie szczęśliwym?
Zabijanie, ludzie patrzący ci w
oczy, błagający, byś tego nie robił, i patrzenie, jak cierpią.
O nie, nie powiem tego.
- Zdążyłem już zapomnieć, co
trzymało mnie przy życiu, zanim miałem to załamanie. – Z moich ust wydobyło się
głośne westchnienie. Po chwili poczułem rękę Cassidy gładzącą mnie po karku.
- Może po prostu potrzebujesz
kogoś, kto byłby przy tobie.
- Moja mama była jedyną taką
osobą, ale boję się spotkania z nią. Myślę, że wstydzi się, że jej niewinny
cichy chłopiec zamienił się w jakiegoś psychicznego dziwaka.
Cassidy owinęła swoje ramiona
wokół mnie. Zgaduję, że było mi smutno i potrzebowałem przytulenia. Niespodzianka – chyba robię się trochę za miękki.
- Ja boję się zbliżać do ludzi,
bo nie chcę, żeby kiedyś wbili mi nóż w plecy – szepnęła cicho.
- To boli, bardzo.
Dziewczyna odsunęła się ode mnie,
przerywając uścisk. – A tak w ogóle, żeby nie mówić o samych smutnych rzeczach…
Czy między tobą a Ashley coś jest?
Prawie krztusząc się własną
śliną, zaśmiałem się, udając, że ja i ona nigdy w życiu nie pieprzyliśmy się w
tajemnicy przed wszystkimi. – Ashley? Nie dotknąłbym tej suki, nawet gdyby była
ostatnią kroplą wody na Ziemi.
Cassidy wybuchnęła śmiechem. –
Czasem naprawdę potrafi być wrzodem na dupie.
- No co ty? Serio, dlaczego ona
zawsze narzeka, kiedy zdejmuję koszulkę? Może lubię chodzić bez koszulki.
- Muszę przyznać, masz niezłe
ciało.
Uśmiechnąłem się. – Cóż… – Mój głos
stał się nieco wyższy. – Nie powiedziałbym, że tak nie jest.
Oboje się zaśmialiśmy, po czym
Cassidy cicho ziewnęła.
- O nie, przez ciebie ja też… – I
ja też ziewnąłem. Wygląda na to, że nie tylko ziewanie jest zaraźliwe, bo
zacząłem czuć się zmęczony. Ja i Cassidy położyliśmy się na kanapie, a po
chwili jej głowa jakimś cudem znalazła się na moich kolanach, podczas gdy ja
gładziłem ją delikatnie po plecach.
- Justin? – Miała już zaspany
głos.
- Tak?
- Nigdy nie pokazujesz swojej
miękkiej strony.
Westchnąłem. – Wiesz, czasem
lepiej ją ukrywać.
- Pokazuj ją częściej, proszę. –
Dziewczyna usiadła i oparła głowę na mojej klatce piersiowej, a ja owinąłem
swoje ramiona bezpiecznie wokół niej, składając delikatny pocałunek na jej
skroni.
---------------------------------------------------------------------------
hej misiaczki!!
GSDJVARGNVFKSLGTIGRVKCSDLAGTIEGBNFAKS. Jassidy!!!!
Jezu Jezu Jezu, rozdział był wyjątkowo krótki, ale czy wy też przeżywaliście go tak jak ja??? oni są prze-cu-dow-ni!! kocham ich tak bardzo, shippuję całym sercem i w ogóle no sfgshfrhg
wam też zrobiło się trochę żal Justina, kiedy tak patrzył sobie w lustro i myślał? w sumie to on jest tylko takim biednym dzieciakiem:( znaczy w sumie to jest szurniętym psycholem, chociaż w sumie to sama nie wiem dfghshr
w ogóle to WPADŁAM NA POMYSŁ!!
co wy na to, żeby każdy, kto czyta DA, ustawił sobie w nazwie na twitterze "J"? wpadłam na to już dawno ale jakoś zapominałam żeby o tym napisać. co o tym myślicie?? Jezu to by było takie super, + jest was całkiem sporo, i już wyobrażam sobie tweety niezorientowanych "czemu nagle wszyscy mają J w nazwie?" Boże haha
zgadzacie się? to by było genialne dhgdeg proszę zróbmy tak, ja już mam haha
nie zapominajcie o hashtagu #DemonicAwakeningPL, no i oczywiście o komentarzach!!
kocham was bardzo i "do zobaczenia" za dwa tygodnie
jula (@bIessedjelena)